Barwne życie Lilki z Kossaków
W sierpniu spotkali się klubowicze, aby podyskutować o książce Magdaleny Samozwaniec "Zalotnica niebieska" oraz poczytać wiersze Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, poetki okresu międzywojennego, autorki licznych liryków, dramatów .
Zalotnica niebieska Magdaleny Samozwaniec to jedna z tych książek, które potrafią wciągnąć czytelnika w świat ironii, błyskotliwych obserwacji i specyficznego poczucia humoru autorki. Samozwaniec, znana z lekkiego pióra i ciętego języka, w swojej powieści sięga po tematykę metafizyczną, ale czyni to w sposób całkowicie odmienny od poważnych, filozoficznych traktatów – z przymrużeniem oka i dużą dawką satyry.
Tytułowa „zalotnica niebieska” to śmierć, ukazana tu nie jako budząca grozę, lecz jako kapryśna, nieco frywolna dama, która wciąż flirtuje z ludźmi, przypominając im o przemijalności życia. Dzięki tej nieoczywistej metaforze Samozwaniec prowadzi czytelnika przez refleksje nad ludzką egzystencją, a zarazem bawi, pokazując, że nawet tak trudny temat można opowiedzieć lekko i z wdziękiem. Opowiada o życiu siostry, Marii, którą w domu nazywano Lilką, podkreśla ich miłość do rodziców, do Kossakówki, ich domu rodzinnego. Pokazuje relacje damsko-męskie i opowiada o uczuciowości siostry i jej licznych fascynacjach mężczyznami, jednak wszystko opierało się na miłości platonicznej, wyznaniach w formie listów czy czułych gestach.
To książka, w której śmierć… nosi kapelusik i stroi fochy. Samozwaniec pokazuje ją nie jako groźną i mroczną, ale jako zalotną damę – trochę kapryśną, trochę żartobliwą. Dzięki temu czytamy o tematach poważnych z dużą dawką humoru i dystansu.
Styl autorki jest lekki, pełen ironii i dowcipu. Raz się uśmiechamy, raz zamyślamy – bo pod warstwą żartu kryje się refleksja o przemijaniu i sensie życia.
To świetna propozycja dla osób, które lubią satyrę i nie boją się spojrzeć na trudne sprawy przez pryzmat żartu. Idealna do dyskusji w klubie czytelniczym – czy można „oswoić” śmierć śmiechem?
Wyświetlono: 130



